Via Balcanica wiosna 2017

Via Balcanica wiosna 2017

 

 No i wróciliśmy z naszej wędrówki, krótkiej ale intensywnej, po Bałkanach!

Wyruszyliśmy w kwietniu 2017, tuż po świętach Wielkanocnych.

  1. Pierwszy przystanek to Węgry z krótkim postojem nad Balatonem (zupełnie martym o tej porze roku!) i noclegiem w Csokonyavisonta, po przejechaniu granic w Zwardoniu, Komarom.
    Balaton 2017
    Ruszamy dalej w drogę, przez Barcs do Chorwacji aby przekroczyć granicę w Gradiszce. To ostanie przejście graniczne pokazało nam, że następne granice nie obędą się bez przeszkód. Sprawdzono nam paszporty, dokumenty samochodu, a Węgier zajrzał nawet do campera! 
  2.  Wjeżdżamy do Bośni i Hercegowiny! I tutaj zaczyna się nasza prawdziwa przygoda! Przełom rzeki Vrbas, miejscowość Jajce (Banja Lukę tylko przejeżdżamy), przełęcz Makljen (wys. przełęczy wynosi 1123 m n.p.m) z restauracją "Kod Babe Janje", kanion rzeki Neretwy i na końcu Mostar!
    Bih przejazd 2017

  3. W Mostarze parkujemy koło katedry na zwykłym parkingu i tam nocujemy (za całe 10 €, wsp: 43.338347, 17.808671). Miasto przecudne, ze śladami ostatniej wojny na każdym kroku.
    Po spacerze po starówce (tak, tak, z tymi wyślizganymi kamieniami!) odpoczywamy nad rzeką z widokiem na most. A tu niespodzianka! Młodzi ludzie, po uzbieraniu odpowiedniej kwoty, skaczą z mostu do wody! Na jednym ze zdjęć poniżej można, na tle nieba poniżej mostu, zobaczyć takiego skoczka.

    Mostar 2017
  4. Kolejny poranek wita nas słoneczną pogodą.Postanawiamy pojechać do Kravicy i obejrzeć tamtejsze wodospady. Wspaniałe!
    Potem kierujemy się do Medzjugorie, słynnej katolickiej mekki. Pozostajemy tam na noc na kempingu "Zemo" (wsp: 43.194268, 17.676281).
    Wodospady Kravica i Medzjugorie
    Kravica 2017
  5. Rankiem następnego dnia, przy pięknej pogodzie, ruszamy dalej. Po zaliczeniu kolejnych trzech granic, sprawdzaniu dwukrotnego paszportów na każdej granicy, wjeżdżamy do Chorwacji. Niestety tutaj jeszcze sezon turystyczny nie jest rozpoczęty! Wszystkie nasze "namiary" spaliły na panewce. Dopiero w Slano, gdzie chcieliśmy zaczerpnąć jakiejś informacji, zobaczyliśmy drogowskaz na kamping. Wąziutką dróżką betonową, wzdłuż zatoki dotarliśmy do małego, prywatnego kampingu Bambo (całe 90 kun na dobę, wsp: 42.775029, 17.885075 ). Przecudne, spokojne miejsce z krzyształowo czystą wodą nad samą zatoczką. Spędzamy tam tylko jedną noc. Żal było nam opuszczać to miejsce. Ale "złapaliśmy" bakcyla wędrowcy i coś nas gnało dalej.
    Ponieważ droga do Montenegro droga wiodła przez Dubrownik więc i tam chcieliśmy zajrzeć. Ale ... miasto było kompletnie zatłoczone, parkingi zapchane kompletnie, więc mogliśmy Dubrovnik zobaczyć z ... punktu widokowego poza miastem!  
    chorwacja2017
    Pojechaliśmy więc dalej, kolejna granica....  
  6.  Nasza przygoda z Montenegro rozpoczyna się u wrót Boki Kotorskiej, w Herceg Novi (tzw. Brama Czarnogóry). Ładne, nadmorskie miasteczko. Parkujemy na parkingu wzdłuż ulicy, tuż przy starym mieście. Niemalże na wyciągnięcie ręki mamy kaktusy oraz mandarynki.
    Miasteczko było warte naszej uwagi.
    herceg novi2017
    A potem wzdłuż całej Boki Kotorskiej  podziwiamy widoki i koniec końców kotwiczymy na parkingu obok portu w Kotorze (wsp: 42.427576, 18.768572), nieopodal bramy do starego miasta.
    Miasteczko, nazywane "Małym Dubrovnikiem" jego stara część, przypomina stare włoskie miasteczka, ulubione zresztą przez nas bardzo. Przy okazji też zwiedzamy Muzeum Kota.
    Niestety, ze względów zdrowotnych i tego, że przed nami jeszcze wiele chodzenia, nie wędrujemy do twierdzy Jana. Cała droga i sama twierdza była pięknie oświetlona nocą! Podobnie jak zatoka. Mieliśmy również okazję przyjrzeć się statkom wodującym w zatoce, które sobie tylko znanym sposobem (??) wpływały na wody zatoki!
    Kotor2017
  7. W kolejnym dniu, również ze wspaniałą pogodą, kierujemy się do Budvy. To cudowne miasteczko, które jest jakby miniaturą włoskiego San Gimigniano, wynagrodziło nam Dubrovnik. Spacer po tych wąskich, historycznych uliczkach był samą przyjemnością!
    Budva2017
    I jeszcze Sveti Stefan z daleka...
    SvetiStefan2017
  8. Kolejne dni spędzamy na kampingu Oliva w miejscowości Utjeha (13 € na dobę - b. dobre warunki, wsp:  42.010385, 19.151794). Tuż nad kolejną zatoką, z dostępem do morza i w pięknej scenerii. Kamping to stary gaj oliwny, z oliwkami kilkusetletnimi. Najstarsze z nich ma ponad 600 lat! Okolica również bardzo widokowa!

    Utjeha 2017
  9. A dalej już droga na Ulcinj i granica z Albanią. To była najfajniejsza granica z wszystkich, które przekraczaliśmy! Dwie młode albańskie celniczki były bardzo zaciekawione naszą podróżą i z uśmiechem na twarzy po angielsku z nami rozmawiały!
    Pierwszym celem albańskim było Kruje, wraz z ruinami twierdzy Skanderbega. Droga do niej była raczej nie fajna. Parking pod twierdzą 3 € i w sumie niewiele zwiedzania. Pod twierdzą za to wspaniała stara uliczka z miejscowymi wyrobami i ... koniakiem.

    Kruje2017
  10. Kolejnym naszy celem był kamping Paemer (na wysokości Kavaje, wsp: 41.182011, 19.477495). Ale nasza niezawodna "małpa" poprowadziła nas do Durres przez Tiranę, tak na skróty! Nie planowaliśmy wizyty w tej stolicy, ale cóż trzeba było przez nią przejachać, bez jakiś nadmierych wrażeń.  A przez Durres i tak musieliśmy potem jechać.
    Kamping Paemer jest nad samym morzem. Dojazd do niego z głównej, bardzo dobrej drogi, był raczej uciążliwy. 
    Za to samo miejsce rewelacyjne. Nad samym morzem! Zaplecze bardzo dobre, choć cały czas trwały prace przy infrastuskturze kampingu.
    Zostajemy tutaj, ciesząc się pogodą, okolicą i klimatem morskim.
    "Podziwiamy" również pozostałości poprzedniej epoki. Na dawnych budowlach militarnych, jakiś hangarach, powstały normalne budynki, w tym budynek w którym jest recepcja i restauracja. 
    Paemer2017
  11.  Żal nam było z Paemeru wyjeżdżać. Ale cóż ... trzeba dalej w drogę. Kolejny przystanek to jezioro Szkoderskie. Wracamy tą samą drogą, tyle że nie przez Tiranę. Sama Szkodra bardzo nam się podobała (bardziej niż stolica!), ale jazda samochodem była niezwykle interesująca. Prawie żadne zasady tam nie obowiązywały. 
    szkoder 2017
    Lądujemy na kampingu Lake Shkodra Resort (wsp: 42.139121, 19.467727), tuż nad samym jeziorem. I mamy też niespodziankę. Po raz pierwszy możemy porozmawiać po polsku, ponieważ właśnie tutaj, w tym dniu, był zlot autostopowiczów-studentów politechniki Gliwickiej, 
    Polialbania 2017 TeaserPonieważ na podsumowanie zlotu miała być nocna impreza, więc właściciele zafundowali wszystkim innym gościom pobyt bezpłatny. Noc była niestety bez snu.
    Szkodra2017
  12. Rankiem ruszamy w dalszą trasę. W Hani Hotit przekraczamy garanicę, kierujemy się na Podgoricę, ale naszym celem jest Monaster Ostrog. Miejsce godne uwagi, bez względu na wyznawaną religię! Warto sobie poczytać o historii powstania tego miejsca!
    Po półgodzinnym spacerze w górę widok zapiera dech! Jak to możliwe, że można w takim miejscu cokolwiek zbudować!
    Monaster jest dostępny dla wszystkich (w odpowiednim stroju) i bezpłatny. 
    Naładowaliśmy akumulatory duchowe i wzrokowe. Stąd rozpościera się również wspaniały widok na panoramę okolicy.
    Ostrog2017
    Zjazd do głównej drogi w Kierunku Jeziora Piwskiego, podobnie zresztą jak i pozostałe drogi, wąski, stromy z nieskończona ilością zakrętów! Ale i tym razem "daliśmy radę"!
  13. Pędzimy więc dalej. U nasady piwskiego kanionu jest jest Monastyr Piva (warto również zapoznać się z jego historią). Wnętrze przepięknie ozdobione. Cicha i spokojna okolica. Myślę, że na parkingu można byłoby spokojnie nocować, tym bardziej że jest dostęp do wody i toaleta.
    A potem kanion rzeki Pivy, i znowu ... widoki, widoki, widoki ...
    Ciągle nie możemy się napatrzeć, a przecież już wcześniej było podobnie. 
    Piva2017 
    P
    rzekraczamy kolejną granicę, robi się wieczór i szukamy noclegu. Oczywiście mamy swoje namiary. Okazuje się jednak, że w tej części BiH o nocleg nie jest trudno, ponieważ co kawałek jest ośrodek raftingowy przy rzece Drinie!
  14. Znajdujemy swoje miejsce w Rafting Kamp Ivona (nocleg 5€, wsp: 43.360461, 18.810529). Stary ośrodek raftingowy, nad samą Driną. Dziką, nieujarzmioną, groźną! I znowu cisza i przyroda. 
    U Serba2017
    Wyjeżdżając następnego dnia w kierunku Sarajeva nie spodziewaliśmy się takiej drogi! Ta droga łączy dwie stolice: Podgoricę i Sarajevo i zaznaczona jest na mapie jako główna! Wąska, z miękkim poboczem, dziurawa, miejscami asfalt po prostu "spłynął", z krowami pasącymi się na poboczu lub spacerujące środkiem. Trudno nam sobie było wyobrazić co dzieje się po deszczu lub zimą! Błoto tam chyba spływa na drogę (co było widać!) i tarasuje przejazd (wyminąć się nie da, jest tak wąsko!). Wieczorem widzieliśmy ludzi przejeżdżających z przyczepą kampingową! Aż ciarki przeszły nam po plecach! 
  15. W końcu dojeżdżamy do Sarajeva. I tu znowu nasze namiary na nocleg w tym miejscu biorą "w łeb".  W związku z tym przejeżdżamy Aleję snajperów (ul. Zmaja od Bosne) szukując śladów wojny. Nie było to trudne!
    Zbliżając się do granicy chorwackiej widzimy coraz więcej domostw opuszczonych i zdewastowanych. Czasami całe osady są opuszczone! Mieliśmy już taki widok, gdy wjeżdżaliśmy do Bośni z Chorwacji na początku naszej wędrówki! Smutny to widok!Sarajevo2017
  16.  Z Sarajeva, już całkiem dobrą drogą, dojeżdżamy do granicy (która to już z kolei?) z Chorwacją, a potem z Węgrami. Nocujemy w Harkanach, na kampingu. Niestety poranek wita nas deszczem. Postanawiamy jechać dalej i w Komarom zażyć dobroczynnych kąpieli. W tym kąpielisku woda jest fantastyczna. Kamping Solaris  też całkiem w porządku.
    Kampingi na Węgrzech są stosunkowo drogie. Bez korzystania z basenów jest drożej niż w BiH i MNE!
  17. No i w Końcu Polska, piękna i zielona. Jesteśmy w domu! Pełni wrażeń!

PODSUMOWANIE

  Najwspanialszy w każdej podróży jest chyba jednak pewien pierwiastek niepewności. Nigdy nie wiadomo gdzie dojedziemy i co tam spotkamy, ponieważ wszystkie pieczołowicie przygotowane plany z powodu jednego ciekawego obiektu lub źle wybranego zjazdu mogą się zmienić i to właśnie jest wielka zaleta podróżowania własnym domkiem - kamperkiem!
  Jednak w tym wyjeździe zaskoczeń było tak wiele, że aż trudno je wymienić. Żadna chyba dotychczasowa podróż nie wywołała w nas tak różnych odczuć. Z jednej strony wspaniałość i surowość górskich dróg i przełomów rzek w Górach Dynarskich, ich dostojność i niesamowite, wręcz bajkowe klimaty i widoki (szczególnie w Bośni i Hercegowinie), a także wspaniałe wybrzeże Adriatyku pozostawiło niezaparte wspomnienia.
  Na drugim biegunie jednak, pozostanie w nas obraz wciąż obecnej w ludziach i na ziemi wojny, która tak przecież niedawno doprowadziła do śmierci setek tysięcy mieszkańców tych wspaniałych ziem i do wypędzenia z domów blisko 5 milionów innych i to w czasach, w których w Polsce cieszyliśmy świeżo odzyskanymi swobodami. 

  Z pewnością tam wrócimy, bo zyskaliśmy coś co cenimy sobie w naszych podróżach najbardziej - mnóstwo niezapomnianych wrażeń!

 

Odwiedza Nas

Odwiedza nas 45 gości oraz 0 użytkowników.

Odwiedziny

91053
Dzisiaj
Wczoraj
W tym tygodniu
W tym miesiącu
Razem
50
1112
1162
8128
91053
Server Time: 2019-08-19